No dobrze. Wiemy już co możemy pisać i w jakich miejscach znajdziemy interesujące nas zlecenia. Ktoś powie – sprawa załatwiona. Niezupełnie.
|
Nadchodzi bowiem moment, gdy będziemy musieli samodzielnie określić zleceniodawcy, na jakich zasadach pracujemy i w jaki sposób chcemy odbierać nasze wynagrodzenie.
|
SPOSOBY PRZYJMOWANIA WYNAGRODZEŃ:
A) Własna działalność gospodarcza;
Dla początkowego copywritera bardziej udręka, niż jakikolwiek pozytyw. Któż chciałby się bawić w różnorodne papierkowe robótki, gdy po pierwsze – nie ma o tym bladego pojęcia, po drugie – więcej z tego kosztów, niż przychodów, a wreszcie po trzecie – przecież jeszcze nie wie, czy w ogóle warto zakładać działalność na copywriting, skoro jeszcze nawet nie spróbowaliśmy.
Ostatecznie tę opcję zostawimy na okres późniejszy. W dniu dzisiejszym – odpada.
|
B) Umowa o dzieło;
Po tego typu umowę sięgamy bardzo często – zarówno w przypadku copywritingu, jak i innych prac freelancerskich. Pozwala ona zabezpieczyć się zarówno zleceniodawcy, jak i zleceniobiorcy przed jakimkolwiek oszustwem. Jest mało skomplikowana, pozwala na częściowe chwilowe zatrudnienie copywritera, bez konieczności opłacania dodatkowych składek i ubezpieczeń. Zleceniodawca odciąga za nas podatek, a my dopisujemy uzyskane przychody do PITu-37, na początku nowego roku. Forma szybka, przyjemna, dla każdego dostępna i osobiście przeze mnie polecana – szczególnie w przypadku dużych zleceń, na znaczne kwoty.
|
C) Praca „na czarno”;
Z takiego systemu wynagrodzeń korzysta wielu początkujących copywriterów. Powód jest jeden – na początku zarabiamy mało. Jeśli jeszcze odjąć od tego sprawy podatkowe, pisalibyśmy praktycznie za darmo. A przecież nikt z nas by tego nie chciał. Warto również pamiętać o obowiązującym w naszym kraju wynagrodzeniu wolnym od podatku (w 2010 wynosi ono 3091 złotych). Trzymając się tej kwoty w ciągu całego roku, nie musimy się rozliczać z uzyskanego przychodu z Urzędem Skarbowym, co dla wielu „nieletnich żółtodziobów copywritingu” jest dużym plusem.
|
|
** Kilka Spostrzeżeń:
- zazwyczaj Urząd Skarbowy nie doczepia się do nieopodatkowanych zysków na kwotę do 10 000 złotych;
- oprócz tego wielu początkujących dokonuje przelewów za pomocą Poczty Polskiej – prosimy, by zleceniodawca wysłał nam pieniądze pocztą – kto się o tym dowie? Zleceniodawca, my i te dwie przemiłe panie, które nas obsługiwały w okienku. Kto miałby coś zaskarżać? My nie, bo jesteśmy zadowoleni. Zleceniodawca też nie, bo jest zadowolony. A panie w okienku mają to szczerze w głębokim poważaniu.
Oczywiście należy pamiętać o tym, że jest to sposób nielegalny i nikomu niepolecany.
- zawsze możemy jeszcze oferować swoje usługi za inne ekwiwalenty – przykładowo ja napiszę teksty oferty dla Twojej firmy, Ty zrobisz mi za darmo stronę internetową, na której postawię własne portfolio;
Własna działalność gospodarcza, umowa o dzieło, czy praca „na czarno”?
No dobrze. Wiemy już co możemy pisać i w jakich miejscach znajdziemy interesujące nas zlecenia. Ktoś powie – sprawa załatwiona. Niezupełnie.
|
Nadchodzi bowiem moment, gdy będziemy musieli samodzielnie określić zleceniodawcy, na jakich zasadach pracujemy i w jaki sposób chcemy odbierać nasze wynagrodzenie.
|
SPOSOBY PRZYJMOWANIA WYNAGRODZEŃ:
A) Własna działalność gospodarcza;
Dla początkowego copywritera bardziej udręka, niż jakikolwiek pozytyw. Któż chciałby się bawić w różnorodne papierkowe robótki, gdy po pierwsze – nie ma o tym bladego pojęcia, po drugie – więcej z tego kosztów, niż przychodów, a wreszcie po trzecie – przecież jeszcze nie wie, czy w ogóle warto zakładać działalność na copywriting, skoro jeszcze nawet nie spróbowaliśmy.
Ostatecznie tę opcję zostawimy na okres późniejszy. W dniu dzisiejszym – odpada.
|
B) Umowa o dzieło;
Po tego typu umowę sięgamy bardzo często – zarówno w przypadku copywritingu, jak i innych prac freelancerskich. Pozwala ona zabezpieczyć się zarówno zleceniodawcy, jak i zleceniobiorcy przed jakimkolwiek oszustwem. Jest mało skomplikowana, pozwala na częściowe chwilowe zatrudnienie copywritera, bez konieczności opłacania dodatkowych składek i ubezpieczeń. Zleceniodawca odciąga za nas podatek, a my dopisujemy uzyskane przychody do PITu-37, na początku nowego roku. Forma szybka, przyjemna, dla każdego dostępna i osobiście przeze mnie polecana – szczególnie w przypadku dużych zleceń, na znaczne kwoty.
|
C) Praca „na czarno”;
Z takiego systemu wynagrodzeń korzysta wielu początkujących copywriterów. Powód jest jeden – na początku zarabiamy mało. Jeśli jeszcze odjąć od tego sprawy podatkowe, pisalibyśmy praktycznie za darmo. A przecież nikt z nas by tego nie chciał. Warto również pamiętać o obowiązującym w naszym kraju wynagrodzeniu wolnym od podatku (w 2010 wynosi ono 3091 złotych). Trzymając się tej kwoty w ciągu całego roku, nie musimy się rozliczać z uzyskanego przychodu z Urzędem Skarbowym, co dla wielu „nieletnich żółtodziobów copywritingu” jest dużym plusem.
|
|
** Kilka Spostrzeżeń:
- zazwyczaj Urząd Skarbowy nie doczepia się do nieopodatkowanych zysków na kwotę do 10 000 złotych;
- oprócz tego wielu początkujących dokonuje przelewów za pomocą Poczty Polskiej – prosimy, by zleceniodawca wysłał nam pieniądze pocztą – kto się o tym dowie? Zleceniodawca, my i te dwie przemiłe panie, które nas obsługiwały w okienku. Kto miałby coś zaskarżać? My nie, bo jesteśmy zadowoleni. Zleceniodawca też nie, bo jest zadowolony. A panie w okienku mają to szczerze w głębokim poważaniu.
Oczywiście należy pamiętać o tym, że jest to sposób nielegalny i nikomu niepolecany.
- zawsze możemy jeszcze oferować swoje usługi za inne ekwiwalenty – przykładowo ja napiszę teksty oferty dla Twojej firmy, Ty zrobisz mi za darmo stronę internetową, na której postawię własne portfolio;
Podobne wpisy: