Filozofia praktycznie żadna i każdemu bardzo dobrze znana – nie dasz się w nocy skosztować, zostaniesz nietknięta do rana.
Każdy Copywriter musiał przez to przechodzić. Nikt przecież nie skorzysta z naszych usług, jeżeli sam wcześniej ich nie spróbuje.
Może niektórzy wysuną teraz argument, że przecież od tego są portfolia, listy referencyjne i polecenia. No tak. Są.
Tylko co mi do cholery dają referencje od firmy sprzedającej parasole, jeśli mój zleceniodawca chce dostać teksty o fluorescencyjnych prezerwatywach!
|
I w tym momencie z potencjalnego właściciela firmy robi się wykwintny smakosz, który nie kupuje byle psa w plecaku. Jeżeli jest graczem liczącym się na rynku, traktuje potencjalnego Copywritera jak jedną z kilkuset kurtyzan, które mogą go w tym momencie zadowolić za parę groszy.
Czy warto wtedy dać mu darmową próbkę?
|
Wielu „świetnych copywriterów” (czyt. naiwnych pyszałków), w życiu nie zgodzi się na próbkę tekstu, za którą nic mu nie zapłacą. Dlatego tacy pisarze w życiu nie podejmą współpracy z profesjonalnymi firmami. A szkoda, bo tylko ta droga prowadzi to liźnięcia pisarskiej „świetności”.
|
Czasem warto zamknąć portfel i z zasępionego żebraka, choć na chwilę zamienić się w profesjonalistę, który nie boi się ukazywać własnych umiejętności i z wielką chęcią wytłumaczy każdej „grubej rybie”, dlaczego to właśnie na niego warto postawić.
Wtedy możemy spokojnie liczyć na to, że ten „dziany gość” jeszcze nie raz skorzysta z naszych usług i nie będzie żałował kilkudziesięciu złotych więcej za właściwie napisany tekst.
|
A co z tymi, do których to nie przemawia?
Niech dalej rypią kilkadziesiąt tekstów dziennie na zlecenia.przez.net i dorabiają do własnych okularów.
Daj się skosztować, a połkną Cię w całości.
Filozofia praktycznie żadna i każdemu bardzo dobrze znana – nie dasz się w nocy skosztować, zostaniesz nietknięta do rana.
Każdy Copywriter musiał przez to przechodzić. Nikt przecież nie skorzysta z naszych usług, jeżeli sam wcześniej ich nie spróbuje.
Może niektórzy wysuną teraz argument, że przecież od tego są portfolia, listy referencyjne i polecenia. No tak. Są.
Tylko co mi do cholery dają referencje od firmy sprzedającej parasole, jeśli mój zleceniodawca chce dostać teksty o fluorescencyjnych prezerwatywach!
|
I w tym momencie z potencjalnego właściciela firmy robi się wykwintny smakosz, który nie kupuje byle psa w plecaku. Jeżeli jest graczem liczącym się na rynku, traktuje potencjalnego Copywritera jak jedną z kilkuset kurtyzan, które mogą go w tym momencie zadowolić za parę groszy.
Czy warto wtedy dać mu darmową próbkę?
|
Wielu „świetnych copywriterów” (czyt. naiwnych pyszałków), w życiu nie zgodzi się na próbkę tekstu, za którą nic mu nie zapłacą. Dlatego tacy pisarze w życiu nie podejmą współpracy z profesjonalnymi firmami. A szkoda, bo tylko ta droga prowadzi to liźnięcia pisarskiej „świetności”.
|
Czasem warto zamknąć portfel i z zasępionego żebraka, choć na chwilę zamienić się w profesjonalistę, który nie boi się ukazywać własnych umiejętności i z wielką chęcią wytłumaczy każdej „grubej rybie”, dlaczego to właśnie na niego warto postawić.
Wtedy możemy spokojnie liczyć na to, że ten „dziany gość” jeszcze nie raz skorzysta z naszych usług i nie będzie żałował kilkudziesięciu złotych więcej za właściwie napisany tekst.
|
A co z tymi, do których to nie przemawia?
Niech dalej rypią kilkadziesiąt tekstów dziennie na zlecenia.przez.net i dorabiają do własnych okularów.
Podobne wpisy:
Brak podobnych wpisów