Raz w ciepłych kapciach, innym razem w potarganych skarpetach. Wiecznie nieszczęśliwi i aromatycznie zniewalający. Codziennie przechodzą kilkanaście nowych chorób. W poniedziałek nie mają nogi, we wtorek ręki, a w środę robią sobie wolne. Zawsze w gotowości, zawsze o tej samej porze, zawsze na dworcu. Zawsze, zawsze.
|
Tak mniej więcej wygląda w Polsce grupa „Freeżuls” – alkoholowych pijaków dworcowych, zbierających na charytatywne cele własne.
Pewnie miałeś już styczność z niejednym takim Freebouncerem, odbijającym się od ścian dworcowego holu, niczym oderwana opona Forda, po zderzeniu z ciężarówką, jadącą z naprzeciwka autostradą A4 z Katowic w stronę Gliwic (chyba potrafisz to sobie wyobrazić?). W zależności od poziomu upojenia, osoba ta prezentuje ci różnorodne rany na ciele i umyśle, wyglądające jak z kolejnej części „Piły”.
|
Oczywiście dobra wola i ściskająca serce lewa część klatki piersiowej wymuszają w końcu na Tobie ruch wskazujący w stronę portfela i radosną dwuzłotową monetę z pięknym gołębiem.
Spoglądasz pod gołębia i myślisz sobie: „Uuuła, ale świeci. No patrz – wybita w 2010 roku. Nie da rady. Nie oddam.”
|
Jednak zauważasz jeszcze w głębi swego lateksowego skarbca mniejszą, lecz równie piękną monetę dwudziestogroszową. Zdobywasz się na akt łaski i zwracając swe oczy ku niebu, kładziesz dumnie wyłowiony nominał na dłoni „Freeżulsa”.
Oddalasz się i nagle widzisz cud…
|
W jednym momencie Freeżulsowi odrosła noga. Istne Discovery…
Zebrał swój magiczny tobołek, nałożył skarpetę na drugą nogę i udał się w stronę spożywczaka.
|
Dlaczego o tym piszę?
Dziś spotkałem jednego takiego Freelancera-alkoholika. I chyba wiedzie mu się lepiej niż mnie – w pewnym momencie wyciągnął zza pazuchy Żołądkową Gorzką Deluxe (i to jeszcze 0,7!).
Jak go jeszcze kiedyś spotkam, zapytam czy prowadzi jakieś kursy dokształcające.
„Freeżuls” – czyli wolne szczelce.
Raz w ciepłych kapciach, innym razem w potarganych skarpetach. Wiecznie nieszczęśliwi i aromatycznie zniewalający. Codziennie przechodzą kilkanaście nowych chorób. W poniedziałek nie mają nogi, we wtorek ręki, a w środę robią sobie wolne. Zawsze w gotowości, zawsze o tej samej porze, zawsze na dworcu. Zawsze, zawsze.
|
Tak mniej więcej wygląda w Polsce grupa „Freeżuls” – alkoholowych pijaków dworcowych, zbierających na charytatywne cele własne.
Pewnie miałeś już styczność z niejednym takim Freebouncerem, odbijającym się od ścian dworcowego holu, niczym oderwana opona Forda, po zderzeniu z ciężarówką, jadącą z naprzeciwka autostradą A4 z Katowic w stronę Gliwic (chyba potrafisz to sobie wyobrazić?). W zależności od poziomu upojenia, osoba ta prezentuje ci różnorodne rany na ciele i umyśle, wyglądające jak z kolejnej części „Piły”.
|
Oczywiście dobra wola i ściskająca serce lewa część klatki piersiowej wymuszają w końcu na Tobie ruch wskazujący w stronę portfela i radosną dwuzłotową monetę z pięknym gołębiem.
Spoglądasz pod gołębia i myślisz sobie: „Uuuła, ale świeci. No patrz – wybita w 2010 roku. Nie da rady. Nie oddam.”
|
Jednak zauważasz jeszcze w głębi swego lateksowego skarbca mniejszą, lecz równie piękną monetę dwudziestogroszową. Zdobywasz się na akt łaski i zwracając swe oczy ku niebu, kładziesz dumnie wyłowiony nominał na dłoni „Freeżulsa”.
Oddalasz się i nagle widzisz cud…
|
W jednym momencie Freeżulsowi odrosła noga. Istne Discovery…
Zebrał swój magiczny tobołek, nałożył skarpetę na drugą nogę i udał się w stronę spożywczaka.
|
Dlaczego o tym piszę?
Dziś spotkałem jednego takiego Freelancera-alkoholika. I chyba wiedzie mu się lepiej niż mnie – w pewnym momencie wyciągnął zza pazuchy Żołądkową Gorzką Deluxe (i to jeszcze 0,7!).
Jak go jeszcze kiedyś spotkam, zapytam czy prowadzi jakieś kursy dokształcające.
Chętnie się zapiszę.
Podobne wpisy:
Brak podobnych wpisów