Archive for Luty, 2011
Niezależność od lokalizacji, a związek partnerski.
Podróże w najdalsze, tajemnicze i przepiękne zakątki świata – to marzenie milionów ludzi, którzy są już zmęczeni szarym, monotonnym i oklepanym życiem, w którym dzień kolejny praktycznie niczym nie różni się od dnia poprzedniego.
Freelancerzy, z racji pełnej niezależności pracowniczej, mogą sobie pozwalać na takie wyjazdy częściej, niż osoby pracujące na etacie – podporządkowane mechanizmom dążącej do doskonałości cywilizacji. Niektórzy z nich (wykonujących pracę za pośrednictwem sieci internetowej), coraz poważniej zastanawiają się nad wprowadzeniem w swoje życie pełnej niezależności od lokalizacji.
Powstaje wtedy pytanie, czy taka niezależność jest jednoznaczna z wykluczeniem pożycia małżeńskiego i prawidłowego funkcjonowania związku partnerskiego?
Dlaczego nie warto zakładać własnej firmy?
Każdy przedsiębiorczy, młody człowiek marzy o tym, by po ukończeniu edukacji w szkole wyższej założyć własną firmę. Pełna niezależność od osób trzecich, praca w dowolnych godzinach, a przede wszystkim generowanie dużo wyższego wynagrodzenia, niż w pracy na etacie, motywują studenta do działania.
Czy warto jednak zapuszczać się w ten biurokratyczny i obcy wir zależności i finansowania różnorodnych instytucji żerujących na młodych przedsiębiorcach?




Freelancer – lepsza nazwa dla bezrobotnego?
Dla mnie był to mocny sierpowy w szeroko uśmiechnięty pysk.
Garstka ludzi na etacie i gromada ociemniałych, podstarzałych, „pseudoinformatycznych” dziennikarzy (czyt. debili), śmieje się, że freelancer to szlachetniejsza nazwa osoby bezrobotnej.
No cholera jasna.
Z tym, że gdy na starość taki Wolny Strzelec zacznie czerpać pasywny dochód z zaszłych działalności internetowych (blogi, serwisy, itd.), tamci niestety już tego nie zobaczą.
Dlaczego?
Bo ich gówniana emerytura nie wystarczy nawet na opłatę internetowego abonamentu.