Wakacje, to czas wypoczynku, ale i dodatkowych zarobków. Gdy jedni podróżują, inni harują jak woły. Przeglądamy tysiące stron z różnorodnymi ofertami pracy, wykonujemy dziesiątki telefonów i spamujemy skrzynki firmowe naszymi Curriculumami. Chcemy zarobić dużo, bo mamy wielkie potrzeby.
Więc, gdy tylko pojawia się zapach grubej kasy, lecimy na nią, jak niewidoma mucha do G, lądując ostatecznie w D.
.
Okazuje się bowiem, że…
Firma, w której pracowaliśmy, niestety już nie istnieje. Stało się to tak nagle, niespodziewanie. Placówka, która rokowała na przyszłość, rozpłynęła się w powietrzu.
Ale spokojnie, przecież podpisaliśmy umowę. Nie, my wcale nie jesteśmy spokojni. W końcu jej nie przeczytaliśmy, bo nie mieliśmy czasu na przeczytanie kilku nudnych stron, osaczonych paragrafami.
.
Sięgamy więc po umowę i…
- gość, który ją podpisał jest zwykłym leszczem, powiązanym z firmą w 10, może 15%.
- w umowie zostało zapisane, że firma ma prawo zniknąć, ogłaszając bankructwo, a wtedy nie splunie na nas nawet miedziakiem.
- pieczątka? Cholera, nie została wbita. O i jeszcze brakuje po jednej cyferce z NIP-u i REGONU.
To teraz już nie wiem, czy zawierałem umowę z firmą, czy z moją mamą.
.
Przychodzi więc czas na mały research i przegooglowanie firmy, w której przelewaliśmy poty przez ostatni miesiąc.
No i klops. Nie jesteśmy sami, bowiem firma oszukała jeszcze kilkudziesięciu innych pracowników. Żaden z wymienionych pieniędzy nie otrzymał, choć w niektórych przypadkach akcja trwa już od kilkanastu miesięcy.
Nawet programowa Interwencja zrobiła sobie jeden odcinek, ale na nic się to zdało.
Praca na wakacje – gówniane atrakcje.
Wakacje, to czas wypoczynku, ale i dodatkowych zarobków. Gdy jedni podróżują, inni harują jak woły. Przeglądamy tysiące stron z różnorodnymi ofertami pracy, wykonujemy dziesiątki telefonów i spamujemy skrzynki firmowe naszymi Curriculumami. Chcemy zarobić dużo, bo mamy wielkie potrzeby.
Więc, gdy tylko pojawia się zapach grubej kasy, lecimy na nią, jak niewidoma mucha do G, lądując ostatecznie w D.
.
Okazuje się bowiem, że…
Firma, w której pracowaliśmy, niestety już nie istnieje. Stało się to tak nagle, niespodziewanie. Placówka, która rokowała na przyszłość, rozpłynęła się w powietrzu.
Ale spokojnie, przecież podpisaliśmy umowę. Nie, my wcale nie jesteśmy spokojni. W końcu jej nie przeczytaliśmy, bo nie mieliśmy czasu na przeczytanie kilku nudnych stron, osaczonych paragrafami.
.
Sięgamy więc po umowę i…
- gość, który ją podpisał jest zwykłym leszczem, powiązanym z firmą w 10, może 15%.
- w umowie zostało zapisane, że firma ma prawo zniknąć, ogłaszając bankructwo, a wtedy nie splunie na nas nawet miedziakiem.
- pieczątka? Cholera, nie została wbita. O i jeszcze brakuje po jednej cyferce z NIP-u i REGONU.
To teraz już nie wiem, czy zawierałem umowę z firmą, czy z moją mamą.
.
Przychodzi więc czas na mały research i przegooglowanie firmy, w której przelewaliśmy poty przez ostatni miesiąc.
No i klops. Nie jesteśmy sami, bowiem firma oszukała jeszcze kilkudziesięciu innych pracowników. Żaden z wymienionych pieniędzy nie otrzymał, choć w niektórych przypadkach akcja trwa już od kilkanastu miesięcy.
Nawet programowa Interwencja zrobiła sobie jeden odcinek, ale na nic się to zdało.
Na własne życzenie zostaliśmy oszukani.
PAMIĘTAJ!
Za własną głupotę, płacisz ciężką pracą.
Nie zrobisz research’u firmy, to Cię nie opłacą.
Podobne wpisy: