Słowne prowokacje mają duży wpływ na nasze emocje i związane z nimi wypowiedzi. Lubimy o nich czytać pod warunkiem, że osobiście nas nie dotyczą. Jeżeli natomiast ktoś nas atakuje i – co gorsza – może to mieć jakikolwiek wpływ na naszą przyszłość, wyprowadzamy ciężką artylerię. Często niepotrzebnie. Jak to jest, że gotująca się w nas nienawiść i złość, przesłania często możliwości wykorzystania takiej sytuacji do działań promocyjnych i marketingowych? Dlaczego pod prowokacyjnym artykułem o Banners Broker, czy ostatnio poruszanym programie 7 Minutowy Trening, nie znalazły się osoby, które za pomocą praktycznej i rzetelnie opowiedzianej historii marketingowej nie wykorzystały potencjału setek darmowych odwiedzin w ciągu kilku dni?
Padły zarzuty, że polską mentalnością jest negowanie wszystkiego, co daje jakiekolwiek perspektywy sukcesu. Zarzuty pesymizmu, wynikającego z braku odwagi i chęci spróbowania czegoś nowego, co w dłuższej perspektywie może obalić mit o wszechobecnym bezrobociu. Faktycznie, tak to wygląda. Okazuje się jednak, że polską mentalnością staje się też ogromna niechęć i złość wobec wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób próbują podważyć nasze dokonania i oferowane możliwości. Bez racjonalnych tłumaczeń. Za to z topornym biciem piany.
Dlaczego nikt nie wykorzystał potencjału i nie opowiedział własnej historii sukcesu? Dlaczego atak w stronę „podstawionego oponenta” miał być skuteczniejszy od własnego zdania, popartego dodatkowymi argumentami, mającymi rzeczywiste odzwierciedlenie.
Czy oba te teksty nie są właściwie jedną z form reklamy prezentowanych programów? Czy to nie w taki właśnie sposób większość z nas podchodzi do tego typu biznesów? I czy nie jest to najprostsza droga do wypromowania danego produktu, całkowicie za darmo, prezentując w komentarzu rzetelne informacje, obalające „dziwną teorię”?
Dla doświadczonych marketerów, którzy mieli okazję wypowiedzieć się w komentarzach, przekonanie ludzi do swoich racji i produktu nie powinno stanowić żadnych trudności. Dlaczego artykuły zdobyły tak wysokie pozycje w Google? Bo lubimy, gdy ktoś myśli podobnie do nas. Dlatego to czytamy. Szukając podświadomie treści, która w jednoznaczny sposób obali wszystkie te zarzuty. Ale dużo łatwiej jest jątrzyć pianę i nieświadomie pozwolić na to, by złowrogi ton naszej wypowiedzi jeszcze bardziej podważył rzetelność danego programu. Jest to łatwiejsze. Choć zazwyczaj mniej efektywne.
Może z takim właśnie podejściem, marketing wielopoziomowy przestanie kojarzyć się z kolejną piramidą MLM, w której „ekipa marketingowych aniołków zamknie interes i wytransferuje zarobione pieniądze na zagraniczne konta bankowe”?
