Rodzina, przyjaciele, sąsiedzi, wykładowcy, a nawet własne dzieci – wszyscy są zawsze najmądrzejsi, najbardziej doświadczeni i wszechwiedzący. Pouczają, opieprzają, zrzędzą i zmuszają. I nieważne, że z danym problemem nigdy się nie spotkali. Nieważne też, że czasem wbrew pozorom, to właśnie my mamy rację.
Na początku nie zwracamy na to uwagi. Skoro ktoś jest ode mnie starszy, to teoretycznie powinien też być bardziej doświadczony, co przekłada się na fakt, że powinienem go słuchać.
Gorzej, gdy taka osoba sądzi, że jest bardziej doświadczona i zaczyna sterować moimi posunięciami, na swój sposób.
Blokuje wtedy mój rozwój, pożera moją kreatywność i zapobiega pojawieniu się potencjalnego rywala.
Dla przykładu posłużę się historią Marcela – przyjaciela z ogólniaka, który za swój styl, zacięcie i pokorę zasłużył sobie na przyznawany przeze mnie order „tutti srutti”.
Na zajęciach niewiele pisał. Nie żeby nie umiał – nie chciał. Nawet gdyby chciał, to nie miał na to miejsca w swoim zeszycie. Bo rysował.
Rysował często, rysował dużo, rysował rewelacyjnie. Nawet, gdy bazgrał, było w tym jakieś głębsze doznanie. Doznanie, którego nasz belfer z historii za cholerę nie mógł zrozumieć.
-Marcel do odpowiedzi! No tak, pan Marcepan znów przeniósł się do swojego świata wielkich, bezrobotnych „rysodupisów”. Pan chce w ogóle kiedyś pracować, Marcelu?
– Tak, proszę Pana.
– I myślisz pan, że takimi bazgrołami będziesz pan w stanie utrzymać siebie i całą swoją rodzinę? A może chcesz pan się kiedyś zaćpać na amen, albo pić na umór żałując, że nie przykładałeś się pan w ogólniaku do historii?
Tak mniej więcej pan „Histozgaga” pastwił się na każdych zajęciach nad Marcelem, siedzącym ze mną w ławce, naprzeciw biurka.
Ale Marcel rysował dalej. Nie interesowała go zbytnio historia – a już szczególnie w wydaniu „recytatora”, który co chwila podpierał się otwartą przed rozdziabionym pyskiem książką. Za to rysunki, przedstawiające belfra-nieudacznika były nieziemskie…
Dziś Marcel prowadzi jedną z większych firm, zajmujących się pirografią (wypalaniem portretów w drewnie). Gdy zapytałem go kiedyś z ciekawości, ile można na tym zarobić, rozdziabał pyska w stylu „Histozgagi” i rzekł: „Na pewno więcej, niż nasz pesymistyczny belfer. I to bez pomocy trawki, czy alkoholu.”
Jeżeli jesteś w czymś dobry i chciałbyś to kiedyś rozwinąć, nie sugeruj się opiniami ludzi, którzy nie mają o tym zielonego pojęcia i za wszelką cenę chcą Cię zniechęcić.
Pamiętaj, że wzorując się na takiej osobie i postępując zgodnie z jej wytycznymi, nigdy nie osiągniesz wyższego pułapu, niż ona sama.
