Słyszałeś już o Pingwinie? Jeżeli nie, jesteś zdrowszy o 25 dni. Dokładnie tyle czasu minęło bowiem od wprowadzenia ostatniej aktualizacji algorytmu Google, który solidnie namieszał w wynikach naszej faworyzowanej wyszukiwarki.
I po co to było? Oficjalny powód jest prosty – Google zaoferowało „płukankę” prezentowanych wyników wyszukiwania, która domyślnie miała oczyścić je z wszelkich śmieciowych stron zapleczowych, bazujących na Systemach Wymiany Linków i innych narzędziach, słynących w sieci jako tzw. „BlackSEO”.
Moim zdaniem, powód jest zupełnie inny. Chcieli mi pójść na rękę. I poszli. W jaki sposób?
Podnosząc renomę Copywritera na polskim rynku. Z pewnością nie był to zabieg celowy, ale w pełni odczuwalny. I przyjemny. Zakazanie „czarnych” technik pozycjonowania stron internetowych, z których korzystają obecnie prawie wszystkie znane mi firmy pozycjonerskie, zmusiło wielu właścicieli stron, do intensywnego myślenia. Spadki o kilkadziesiąt pozycji, brak klarownego i uargumentowanego wyjaśnienia zastanej sytuacji, oraz desperackie wymówki pozycjonerów, postawiły na piedestale merytoryczne treści, oraz ich biologicznych ojców – Copywriterów.

Nadal wiadomo, że to linki wiodą prym w pozycjonowaniu stron. Zmieniła się jednak ich definicja i pojęcie jakości. Link generowany w sztuczny sposób, nie przynosi już oczekiwanych rezultatów, do których tak łatwo się przyzwyczailiśmy. Link Pingwina musi być naturalny i najlepiej, gdy jego punktem wyjścia będzie jeden z popularnych portali społecznościowych. Z ludzkiej woli – nie z automatów. W jaki sposób zdobyć takie trofeum? Poprzez wyrazistą, merytoryczną i interesującą treść, którą ludzie będą chcieli czytać. I tutaj kłania się Copywriter.
Jeżeli zajmujesz się Copywritingiem, nie powinieneś w obecnym czasie narzekać na brak nowych zleceń. Wielu ludzi mówi o początku końca Pingwina, uśmiercając przy okazji całą wyszukiwarkę Google. W końcu uwielbiamy sceptycyzm. Jednak tym razem ich życzenie się nie spełni. Pingwin będzie nadal rozwijany i wzbogacany o nowe wersje, do czasu, aż zostanie osiągnięty zakładany, 5-cio procentowy wynik „oczyszczenia” fraz ze śmieciowiska.
Każdy rzetelnie myślący człowiek wie, że w takim przypadku głównym atutem naszych stron internetowych będzie merytoryczna i tematyczna treść publikacji. Oczywiście, semantyka Google nigdy nie osiągnie takiego stopnia, by móc różnicować pozycje stron w wyszukiwarce, za pomocą oceny jakości zamieszczonych tam tekstów. Po co jednak mają to robić, gdy zrobią to za nich użytkownicy.
W jaki sposób? Poprzez czytanie wspomnianych treści, ocenianie ich i dzielenie się z resztą społeczności za pomocą linków do danej strony internetowej. I choć Google nie oceni jakości treści, to naturalnym linkiem nie pogardzi. Posłuży mu do tego racjonalnie opracowywany algorytm.
Z największą przyjemnością, witam Cię w roku portali społecznościowych, naturalnego linkowania, upadających firm pozycjonerskich i zapracowanych Copywriterów.
