Każda kobieta staje w pewnym momencie swojego życia przed ważnym wyborem, pomiędzy:
-sprzątaniem, praniem, gotowaniem, chowaniem dzieci, suszeniem skarpet, prasowaniem koszul, uczęszczaniem do spożywczego, obwisłym biustem, starymi ubraniami, jedną szminką na 2 lata, brakiem kontaktu ze znajomymi, ograniczaniem rozrywki do rozwiązywania krzyżówki i oglądania 5 seriali dziennie;
LUB
– zdobyciem dobrego wykształcenia, pracą w liczącej się na rynku firmie, brakiem kontaktu z dziećmi, seksem z mężem raz na 2 miesiące, dużą grupą przyjaciół i kolejnych kochanków, prawem jazdy, niezależnością, obiadkami w sieci McDonalds, własną sprzątaczką, z którą kokietuje nasz mąż i syfem w domu, do którego coraz mniej chce się wracać.
Moim skromnym zdaniem obie te opcje są tak interesujące jak jazda na łyżwach po świeżo wylanym asfalcie. Innymi słowy rzygać się chce już po dwóch tygodniach.
Jest jeszcze jedna opcja, o której wie tak naprawdę zaledwie garstka ogarniętych ludzi -> praca freelancera we własnym domu, która rozwiewa wszelkie nasze wątpliwości.
Dlaczego warto?
– pracujemy w domu wtedy, gdy mamy na to czas i ochotę;
– wiemy, jak mają na imię nasze dzieci i jak wyglądają;
– generujemy mniej więcej taki sam przychód co w pracy stacjonarnej;
– mąż nie chodzi naburmuszony i nie marnuje wspólnych pieniędzy na inne kobiety;
– mamy czas na ugotowanie dobrego obiadu, ogarnięcie pokoju, nakarmienie dzieci, relaksowanie się, obejrzenie dobrego filmu (lub 5 seriali), spotkania ze znajomymi;
– mąż nie musi się głowić nad tym co robimy, o której godzinie i z kim go zdradzamy;
– wszyscy są szczęśliwi, zadowoleni, mają się na co dzień.
Ostateczny wybór należy do was, moje drogie Panie.
Taki obrazek może już wkrótce stać się dla was przyjemnością, a nie tylko szarym, ograniczającym obowiązkiem, na który nigdy nie macie wystarczająco czasu.
